sobota, 5 października 2013

Charman M-102. Testy soczewkowe.

       Ostatnio mnie wzięło na próbowanie nowych rzeczy. Nie mówię tu bynajmniej o smakowaniu potraw czy robieniu rzeczy jakich nigdy nie robiłem, choć to drugie jest bliższe prawdy. Drogą dziwnych zbiegów okoliczności pozyskałem po raz drugi w swoim życiu aparat marki charman. Ba! CHARMAN! Model: M-102 o ile jest to w jakikolwiek sposób istotne, nie będę prezentował jak wygląda ten aparat, wystarczy sobie wpisać w google, w grafice pojawi się takie srebrne ustrojstwo z kosmosu. To właśnie ten aparat. Konstrukcja bardzo prosta, kompakt na mały obrazek, manualny naciąg kliszy, manualne przewijanie, jeden dostępny czas którego długość - krótkość, jest nieznana. Aparatem tym nigdy nie robiłem żadnych zdjęć, prócz tych na sucho, nie przyglądałem się zbytnio jego pracy, nie wnikałem. Po ostatnich zabawach z aparatem jednorazowym postanowiłem wypróbować to dziadostwo, nie w sposób normalny. Od wspaniałego człowieka który zawsze ma coś na stanie, Marka Czekaja otrzymałem w dziwny i nie wyjaśniony finansowo sposób, film. Z tego co podpowiada mi moja siostra - skleroza, był to Fujicolor 200. Film zainstalowany w "korpusie", na moje oko (które już parę filmów założyło), założony poprawnie i choćbym założył w życiu 150 filmów zawsze będę myślał, że za daleko naciągnąłem (a czasem zdarzało się zrobić 37 klatek na 36). Pierwszy naciąg, życie nauczyło mnie, że ta pierwsza to musi być zpitolona! Aczkolwiek gdyby jednak nie to lepiej nie marnować jej na byle gówno w trawie. Pierwsza wyszła zpitolona....dobrze, że zmarnowałem ją na byle gówno. Nikon zawsze robił wszystko w porządku ale to jest CHARMAN! przez duże CZ! i trzeba brać poprawkę, że każde może równać się tej kupie w trawie. Następne też jakieś zpitolone. Uświadomiłem sobie już przy drugim zdjęciu, że licznik nie bije....myślę FUCK świetnie, sprzedam go jako nówkę bez przebiegu na migawce! Lecz to nie cyfra. Zdjęcia zrobione a licznik się nie kręci, znaczy kręci jak się ściśnie plastik aparatu w pionie, tylko, że jak się puści to wraca na pozycję "0". Kartka, długopis i piszemy ZDJ1. gówno ZDJ2. gówno - powtórka.... OD tej pory kartka i długopis była wszędzie tam gdzie był charman. Jak tak później pomyślałem, to ta kartka świetnie mi ułatwiła życie. Szkoda tylko, że gdzieś po 14 zdjęciach zginęła i całe moje badania poszły się kolokwialnie je.... jejku do meritum.
          Nie był to test beznadziejnego aparatu z kościelnego odpustu, był to test który miał ukazać czy można użyć, możliwie najtańszego plastikowego aparatu do fotografii ulicznej z użyciem soczewki szerokokątnej. Do tego testu użyte zostały dwie soczewki które w późniejszym czasie w przypadku pozytywnego wykonania testu miały zostać na stałe. Pierwsza soczewka pochodzi z przodu układu soczewek obiektywu Nikkor 18-55. Druga soczewka pochodzi z obiektywu ASTRON 28-70, również jest ona elementem z przedniego układu. Jak widać, dysponuję dwiema soczewkami pochodzącymi z dwóch różnych układów, przystosowanych do dwóch różnych wielkości matryc czy filmów, DX i FX i tak właśnie owe soczewki zostały nazwane w testach. Poniżej prezentuję wykonane zdjęcia, dwa zestawy zdjęć w których kolejno, pierwsze to zdjęcie bez żadnej soczewki, drugie z przyłożoną maksymalnie blisko soczewką DX i trzecie z maksymalnie blisko przyłożoną soczewką FX.





18DX
28FX


    Oba zdjęcia jak widać są mocno nie ostre, na zdjęciu "18DX" ciężko jest dostrzec cokolwiek, jest również bardzo mocno widoczne zniekształcenie, na zdjęciu 28FX obraz wydaje się być ostrzejszy, dużo lepiej widać pomalowaną ścianę w lewej stronie kadru, niestety nie jest to jednak na tyle ostre zdjęcie aby móc je zastosować w codziennej fotografii.













18DX
28FX

      Kolejne zdjęcia, wykonane zostały z użyciem pewnej odległości, dokładnie 3-4cm od aparatu. Jak widać zdjęcie z soczewką 18DX jest kompletnie rozmyte, w rogach kadru możemy jednak zauważyć elementy ostre, są to elementy budynku w lewym rogu mamy koniec ściany zamku w prawym jedno z okien, prawdopodobnie drugie okno z prawego rogu ściany zamku. Znów soczewka 28FX prezentuje nieco większą ostrość w stosunku do 18DX.

   Podsumowując, badanie to wykazało, że niestety zastosowany korpus nie nadaje się do użycia przy dyskretnej fotografii ulicznej. Soczewki które miały znaleźć się przy aparacie nie dały żadnych zadowalających rezultatów po wywołaniu filmu. Aby jednak badanie to było w pełni obiektywne należy dodać, że soczewka 28FX nie była maksymalnie zbliżona do korpusu ze względu na swoją budowę, znajduje się ona w metalowej tulei, od najdalszego punktu tego układu do aparatu pozostawał jeszcze nie cały centymetr przestrzeni. Nie zostały wykonane również zdjęcia przy różnych odległościach ostrości ponieważ, ostrość która była by satysfakcjonująca miała ukazać się na odległości od metra do dwóch metrów, ostrość bliżej i dalej była dla mnie mniej interesująca. Pewne osoby mogą stwierdzić, że test nie miał sensu i szkoda kliszy, uważam jednak, że każde doświadczenie które ukazuje mi jakąkolwiek nową wiedzę którą zdobywam dzięki własnym badaniom i obserwacjom jest miarodajna, procentuje i przybliża do osiągnięcia celu. Również pogłębia moją wiedzę w zakresie optyki. Jeżeli są jakiekolwiek pytania czy propozycje doświadczenie zachęcam do kontaktu przez FB. Pozdro dla wytrwałych. :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza